Płocczanie przyjechali do Lubina w mocno okrojonym składzie. Trener Csaplar nie mógł skorzystać z pięciu swoich podstawowych zawodników. W efekcie na ławce Wisły zasiadło zaledwie trzech piłkarzy rezerwowych w tym jeden bramkarz. Również lubinianie rozpoczęli spotkanie w zredukowanym składzie. ?Wiedziałem, że rywal będzie osłabiony, dlatego też nie wystawiłem swoich pięciu podstawowych piłkarzy? mówił po meczu, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, Franciszek Smuda.
Samo spotkanie było mizernym widowiskiem. Przez blisko 75 minut na boisku nie działo się praktycznie nic ciekawego. Jedynym ?jaśniejszym? punktem był strzał Iwańskiego, po którym kunsztem bramkarskim musiał się wykazać Wierzchowski - ofiarną interwencją wybił piłkę zmierzającą w okienko bramki Wisły. Zdecydowanie ciekawszy był ostatni kwadrans meczu. W 75 minucie przed narożnikiem pola karnego Żivković faulował Plizgę. Piłkę ustawił sobie Iwański, który ładnym strzałem znalazł sposób na pokonanie Wierzchowskiego i Zagłębie objęło prowadzenie. Nim płocczanie zdążyli otrząsnąć się ze straty bramki przegrywali już 2:0. Ponownie w roli głównej wystąpił Maciej Iwański, który dośrodkował z rzutu rożnego. W polu karnym gości defensorzy Wisły tak wybijali piłkę, że ta trafiła pod nogi Stasiaka, który przytomnie z ?pierwszej? piłki umieścił futbolówkę w siatce ustalając wynik meczu. Goście w przeciągu całego spotkania zaledwie czterokrotnie celnie strzelali na bramkę Liberdy, ale na dobrą sprawę tylko raz poważniej zagrozili lubińskiej defensywie. W 85 minucie świetnym strzałem z 16 metrów popisał się Peković, jednak nie zdołał zaskoczyć świetnie interweniującego Liberdy, który pewnie złapał kąśliwie bitą piłkę.
Pomeczowa konferencja prasowa:
Bogdan Pisz: Do momentu straty przez nas bramki mecz układał się na remis. Przed meczem, a także w przerwie uczulaliśmy naszych zawodników, że największe zagrożenie ze strony Zagłębia może nas spotkać po stałych fragmentach gry. Okazało się to prawdą. Wystarczył jeden głupi błąd w okolicach naszego pola karnego i straciliśmy bramkę, a zaraz po tym drugą po rzucie rożnym i już w tym momencie było praktycznie po meczu. Zagłębie osiągnęło przewagę i na pewno wygrało zasłużenie. Zagłębie było w lepszej sytuacji niż nasza, gdyż miało możliwość wprowadzenia na boisko piłkarzy, którzy wzmocnili siłę ataku. My takiej możliwości nie mieliśmy. Trzech naszych zawodników pokutuje za kartki, a trzech kolejnych leczy kontuzje. Tak, że dziś jeśli chcielibyśmy coś zmienić nie mieliśmy takiej okazji.
Franciszek Smuda: Kolega powiedział, że nie grało u nich pięciu podstawowych piłkarzy, ja chcąc być ?fair? również nie wystawiłem pięciu swoich podstawowych piłkarzy. Wpuściłem ich na ostatnie 25 minut żeby sobie trochę pobiegali ? nie mogłem się powstrzymać, żeby trzymać ich na ławce. Tak, jak kolega słusznie zauważył wszyscy walczymy z kartkami i kontuzjami. U nas na szczęcie kontuzji nie ma ? należy odpukać w niemalowane drzewo, u nas zauważalne jest natomiast jakieś zmęczenie materiału. Jak widać nie ma już u nas takiej euforii jaka była w tych pierwszych wiosennych meczach. Po meczu w Zabrzu dopadł nas kryzys, który szczególnie było widać w Krakowie, że cała drużyna nie mogła się poruszyć bo jednak brakowało tego oddechu. Dzisiaj było to samo. Nawet ci, którzy nie grali w podstawowym składzie rozkręcali się bardzo powoli. Dopiero w drugiej połowie było widać jakby ten kryzys mijał. Mam nadzieję, że ten kryzys opuści nas w najważniejszym dla na momencie i wówczas chłopaki ?depną? tak jak to potrafią, co nieraz już pokazali.